Wystawy i realizacje: Udział w wystawie "Sześciu
Grafików z Polski"- Lizbona 1979; Nagrody i wyróżnienia: stypendium Ministerstwa Kultury
i Sztuki dla najlepszego studenta -1976; Muzeum Historii Katowic, Muzeum Śląskiego w Katowicach, Muzeum w Rudzie Śląskiej, BWA w Lublinie, BWA w Suwałkach, a także w zbiorach prywatnych w Niemczech, Austrii, Czechach, Francji oraz w kraju. Wystawa grafiki i rysunku - Muzeum Miejski w Rudzie Śląskiej 2001Edward Josefowski
jest artystą niezwykle zapracowanym. Kojarzony jest z ogromną ilością
różnorodnych realizacji: od wystaw zbiorowych i indywidualnych, poprzez
projekty opraw plastycznych wystaw i wydawnictw, aż po tak rozpoznawalne
znaki jak herb województwa śląskiego czy sztandar Sejmiku Województwa
Śląskiego, a nawet projekt łańcucha dla Prezydenta Katowic. Wymagają one
nie tylko wprawnej ręki artysty, ale także rozeznania w historii i - co
jest absolutnie nadzwyczajne - zaangażowania w bieżące życie społeczne.
Świadczy też o identyfikacji artysty z miejscem, z jego "tu i teraz".
Owa współczesność dla Edwarda Josefowskiego to także nieustający kontakt
z ludźmi bardzo młodymi - nastoletnimi, inaczej postrzegającymi rzeczywistość,
mającymi własne hierarchie i systemy wartości; to przecież wkraczający
w życie i w sztukę, nierzadko zbuntowani, uczniowie Ogólnokształcącej
Szkoły Sztuk Pięknych w Katowicach. To na spotkaniach z Edwardem Josefowskim
przekraczają smugę cienia: poznają tajniki warsztatu grafika i przy jego
pomocy uczą się przeobrażać własny świat. Jaki jest sam Edward Josefowski?
Chociaż rzadko prezentuje swoje prace na wystawach, to z pewnością jego
"ręka" jest rozpoznawalna. Nie trzeba długo przyglądać się, by odgadnąć
autora. Swoją najnowszą wystawę zatytułował jak zwykle - skromnie. Po
prostu "Edward Josefowski - grafika rysunek". Pozostaje wierny technikom,
które od dawna uprawia: akwaforta i akwatinta. Jego najnowsze prace nie
zaskakują: są to pejzaże, motywy architektoniczne, impresyjne obrazy wydobyte
z zakamuflowanych zakątków pamięci oraz portrety. A wszystko to rozedrgane,
dynamiczne - naniesione na matryce niezwykle drobiazgową kreską, plamą,
lecz mimo wielości szczegółów pozostające uogólnieniem wrażeń i doznań,
to raczej ślady niż konkretne pejzaże czy postaci. Jeśli rozpoznajemy
katedrę Notre Dame inne fragmenty znanych obiektów architektonicznych,
to nie oznacza to odwoływania się do rzeczy-wistości - artysta lokuje
je w zawirowaniach i impulsach swojej wyobraźni. Prace Edwarda Josefowskiego
są na swój sposób barokowe, wręcz rokokowe: z mnóstwem detali, ale przetworzonych,
zakręcone wokół niewidzialnych, acz wyczuwalnych osi. Artysta rysuje wyłącznie
elementy niezbędne do charakterystyki krajobrazu czy portretu, ale pejzaż
trudno zlokalizować, bo wiruje nad horyzontem; portret natomiast, choć
drobiazgowy, ma jednak charakter uogólniający. Są do oglądania; trudno
po prostu rzucić na nie okiem - nagromadzenie szczegółów i niezwykła kompozycja
zmuszają odbiorcę do zatrzymania się przed nimi, właśnie do o g l ą d
a n i a. Josefowski nie eksperymentuje, nie dodaje i nie odejmuje, nie
tworzy technik własnych - pozostaje wierny najszlachetniejszym, niezwykle
pracochłonnym technikom graficznym i zwykłemu, prostemu rysunkowi. W połączeniu
z nieskrępowaną niczym wyobraźnią uzyskuje równie proste, co fascynujące
efekty. Tym samym dowodzi, że w sztuce nie zawsze chodzi o odkrywanie
nowego. Jest po prostu w tym, co i jak robi, wiarygodny. Wiesława Konopelska Wystawa malarstwa - Muzeum Historii Katowic 2002 W
pokoiku pracowni Edwarda, tuż nad stołem, rozgościły się "Trzy kobiety
w kapeluszach " Albina Brunowskiego. Z pewnego oddalenia spogląda z wklęsłodrukowej
ryciny Get Stankiewicz. Gospodarz tego wnętrza starannie dobiera sobie
ryciny i takich mistrzów, którzy stają się jego przewodnikami duchowymiw
poszukiwaniu prawdy. Trwa w tym postanowieniu wbrew modzie i chwilowym
zachwytom nad powabami nowych technologii powielania graficznego obrazu.
Josefowski materializuje swoje wizje w grafice warsztatowej, szczególnie
w akwaforcie, łączonej ze srebrzystymi tintami. Wybór tej archaicznej
metody realizacyjnej współbrzmi z obrazami, które jawią się w kolejnych
cyklach tematycznych, osadzonych głęboko w studium z natury. Pagórki gęsto
porośnięte trawami, zielskiem i mocno wrosłymi rozwichrzonymi świerkami
to atrybuty witalnej siły kompozycji graficznych Josefowskiego. Wertykalne
układy zrytmizowanych form bujnej roślinności przecina bardzo nisko usytuowana
linia horyzontu. Całość kompozycji zyskuje na zwartości i dynamice. Wielkość
ich szczegółów, niemal spis z natury, przywołuje skojarzenia z pracą nad
atlasem botanicznym. Pionowy układ wielu kompozycji często zwieńczy regularny
łuk zamykający górną część cynkowej matrycy, przywołując wspomnienie opuszczonych
kamiennych płyt na zapomnianych archipelagach ludzkiej cywilizacji. Pęknięcia,
chropowatość zwietrzałych płaszczyzn kamienia zrywają drobiny wody, siła
bujnej roślinności. Artysta przywołuje jej fragmenty życia jak zapomnianą
modlitwę. To niemal franciszkański werset. Josefowski próbuje przekonywać,
podpowiadać. Ukazuje obraz świata wolny od brutalnej obecności człekokształtnego
wandala, świat, który może gwałtownie odpłynąć, odlecieć w inne, leprze
galaktyki. Josefowski potrafi z drobnych, nieważnych plam, zadrapań, przetarć,
budować plastyczną treść. Od tych, którzy chcą przeżyć te doznania wymaga
to skupienia i wnikliwej obserwacji. Jego dzieło trzeba oglądać w oryginale.
Reprodukcja staje się zawodna w obcowaniu z tego rodzaju warsztatem. Artysta,
budując swoje ikoniczne przesłanie, składa je jak źdźbła traw, próbując
zatrzymać w rygorach kreski siłę wiatru, szum strumienia, rozwichrzone
świerki. Wędrujemy z Edwardem poprzez kotliny spod Skrzycznego, Zimnika.
Jego ukochana wieś Lipowa zyskała nowy wymiar. Transcendencja, sakralizacja
pejzażu staje się udziałem i tych, którzy zechcą się pochylić nad matrycą
i oryginalną niskonakładową odbitką podpisywaną 2/10 akwaforta z tintą... Prof. Michał Kliś Galeria Miejska "MM" a Chorzowie 2004 Zachwyt i przebudzenie *** Przejmujące
słowa kardynała Józefa Ratzingera o zranieniu "strzałą piękna" jako
źródle prawdziwego poznania sięgają intuicji wyrażonych jeszcze przez
Platona i ogłaszają fundamentalną prawdę o znaczeniu sztuki i estetyki.
Zranieniu towarzyszy ból, pięknu - cierpienie. "Strzała piękna", o której
mówi Ratzinger, choć zadaje ból, nie tyle rani, co uskrzydla, unosi
w górę, pozwala człowiekowi przekraczać samego siebie, wznosić się,
czyni go odkrywcą. Jest to doświadczenie zwiastujące jednocześnie narodziny
zachwytu i przebudzenie. Człowiek zraniony "strzałą piękna" staje u
wrót, które otwierają fascynujący nieznany, choć niekoniecznie nowy
świat. dr Jacek Kurek |